Najnowsze wiadomości

Mission Net 2011

 

 

http://mission-net.org/mission-net/spread-the-word

 

Bądź tam, gdzie chce Cię Bóg!

Kongres Mission-Net jest miejscem, gdzie wielu młodych ludzi z całego świata spotyka się aby wspólnie uwielbiać Boga, uczyć się od siebie nawzajem i pozwolić się zainspirować! Niezależnie od tego czy Bóg powołuje Cię do innego kraju, czy nie, jesteś osobą, którą On chce prowadzić. Bądź osobą przez którą Bóg będzie zmieniał rzeczywistość!

 

Doświadczenie „Mission-Net” 2009 - Liliana Cieślar

W 2009 roku zostałam zaproszona przez koleżankę na konferencję Mission-Net. Ale co to jest Mission-Net, zapytałam samą siebie? Podobno to wielka konferencja misyjna organizowana w Niemczech... Wkrótce okazać się miało, że to o wiele więcej. To nie tylko kilkudniowa konferencja, to Doświadczenie, które zmienia Twoje spojrzenie na misję.

Zaczęło się niesamowicie, bo już na początku naszych planów wyjazdowych, Pan Bóg zesłał nam ludzi, którzy zechcieli wesprzeć nas finansowo. Było to dla nas ogromnym świadectwem! Tak więc: spakowałyśmy walizki i pełne pozytywnych oczekiwań wyruszyłyśmy w drogę. Podróż autokarem do północnych Niemiec upłynęła nam na zastanawianiu się, jakie obowiązki zostaną nam przydzielone na konferencji, ponieważ zgłosiłyśmy się do pomocy przy obsłudze tego przedsięwzięcia. Po przybyciu na miejsce przekonałyśmy się, że wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane. Zostałyśmy zaopatrzone w mapki hali konferencyjnej oraz różne ciekawe gadżety, z których, jak później się okazało, najbardziej przydatnymi stały się... stopery do uszu. Zostałyśmy zakwaterowane na wielkiej sali, gdzie słychać było wiele europejskich (i nie tylko) języków. Jako konferencyjne wolontariuszki, rozpoczęłyśmy pracę w kuchni, pomagając wydawać posiłki dla setek osób z różnych zakątków świata. Mimo tego, że na wolontariat przypadało kilka godzin dziennie, miałyśmy mnóstwo czasu by być aktywnymi uczestniczkami konferencji. I tu właśnie zaczyna się opowieść o tym, czym jest Mission-Net.

Jadąc na konferencję, miałam swoje wyobrażenie na temat tego, jak działają organizacje misyjne w Europie. Myślałam, że jest ich kilka i, starając się wiązać koniec z końcem, wysyłają rocznie kilku misjonarzy w świat. Pewnie podświadomie przypisywałam Stanom Zjednoczonym monopol na docieranie z Dobrą Nowiną do ludzi wszystkich narodów i języków. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam, że jest tak wiele możliwości zaangażowania się w misję poprzez organizacje z naszego rodzimego kontynentu! Jednym z głównych punktów konferencji były “targi misyjne”. Pod tym pojęciem kryje się następujący obraz: duża hala, na której można zapoznać się z różnorodnymi organizacjami misyjnymi (łącznie ponad sto stanowisk), działającymi w Europie, m.in. z Niemiec, Hiszpanii, Austrii, Anglii. Jedne zajmują się działaniami misyjnymi wśród ubogich, inne wśród studentów. Niektóre dają szansę zaangażowania się już nastolatkom, są też takie, skierowane specjalnie do lekarzy, a nawet filmowców etc. Czy wiedziałeś, że możesz wyjechać na misję i służyć jako operator filmowy? Czy wiedziałaś, że możesz pomagać w sierocińcu dla dziewczynek w Indiach? Czy przypuszczałeś, że pole misyjne może potrzebować Twoich umiejętności dziennikarskich? Ta różnorodność możliwości zaangażowania się była dla mnie odkryciem!

Mission-Net dał mi okazję do poszerzenia moich horyzontów myślowych nt. rodzajów służby. Ponadto, cała konferencja stwarzała szansę, by w praktyczny sposób zapoznać się i “zakosztować” tego, czym misja w istocie jest. Osoby, które prowadziły warsztaty, na co dzień głoszą o Jezusie w różnorodny sposób. Nie zapomnę zajęć na temat Muzyki Serca.Dowiedziałam się wtedy, że są misjonarze, którzy szanując odrębność regionalną i wynikającą z niej unikalność, pomagają ludziom w różnych częściach globu, pisać muzykę wielbiącą Boga. Nie tylko nie narzucają np. mieszkańcom Tybetu europejskiego stylu uwielbienia, ale zachęcają i pomagają tworzyć pieśni na cześć Boga, przy użyciu ich własnych, tradycyjnych instrumentów i harmonii.

Wielkim przeżyciem był dla mnie wywiad z żoną misjonarza działającego w Turcji. Ona również była misjonarką. I wdową. Od kilku lat. Wtedy, na wieczornym nabożeństwie Mission-Net usłyszałam, jak ta młoda kobieta ze spokojem, którego świat pojąć nie może, dostojeństwem i szczerością, opowiadała o tym, o czym pamiętać musi każdy z nas. Wiara w Chrystusa i bycie Jego uczniem, może uśmiercić nasze ziemskie ciało. Ale nigdy naszego ducha.

Bardzo potrzebnym, nazwę to: odświeżającym doświadczeniem, były dla mnie nabożeństwa wieczorne. Do każdego z nich wprowadzano kreatywny element. Drewniany krzyż, pod którym mogliśmy, w symbolicznym geście, złożyć swoje prośby i troski, spisane na małej kartce papieru. Innym razem: gwóźdź. Zapytasz, a po cóż ten gwóźdź? Miał on związek z wieczorem tematycznym, poświęconym prześladowanym chrześcijanom. Każdy mógł zabrać ze sobą mały kawałek ostrego i zimnego metalu, aby przypominał mu o braciach i siostrach, którzy nie mają tej wolności, co my. Do dziś trzymam go w swoim biurku.

Dużo by pisać o koncertach, inspirujących wykładach i radości, która płynęła ze wspólnego (kilkutysięcznego!) wielbienia i śpiewania na cześć naszego Pana. Gdybym to jednak zrobiła, myślałbyś Drogi Czytelniku, że wiesz już wystarczająco dużo o Mission-Net … Najlepiej jednak zostawić sobie w sercu takie miejsce, które jest gotowe na nieopisane błogosławieństwa i niespodzianki... i samemu to sprawdzić, już za kilka miesięcy. Bo Mission-Net to Doświadczenie.

 
Improwizowany chrzest

Yusuf po raz pierwszy zetknął się z ludźmi wierzącymi poprzez korespondencyjny kurs biblijny. Kilka lat temu, gdy członkowie kościoła odwiedzili Yusuf’a okazało się, że cierpi on na zaburzenia psychiczne. Dzięki regularnym rozmową telefonicznym mogli na bieżąco obserwować przemianę zachodzącą w Yusuf’ie. Bóg działał w jego sercu, a on nie przestawał mówić innym o Bogu, którego poznał osobiście. Powiedział, że nim poznał Chrystusa był nękany przez demony. Kościelni psychologowie potwierdzili, że Yusuf był inteligentny i na pewno przy zdrowych zmysłach.

 

Yusuf błagał, by go ochrzczono. Podczas, gdy grupa wierzących wraz z Yusufem była w drodze, zatrzymała się w przydrożnej restauracji. Widząc basen tuż obok restauracji, zaczęli zastanawiać się, czy mogliby ochrzcić w nim Yusuf’a. ‘Zwykle nie chrzcimy ludzi w miejscach publicznych’, powiedział pastor. Nim pastor skończył mówić zobaczył młodego wierzącego w drodze do recepcji. Wracający Yusuf prowadził wraz z sobą kilkadziesiąt ludzi. Pastor przestraszył się, że dojdzie do szarpaniny. Tłum podszedł do niego i wskazując na Yusuf’a zapytał: ‘Możemy obejrzeć jego chrzest?’ Wszyscy obecni zostali zaproszeni na tą duchowa uroczystość.

 

W ten sposób Yusyf został ochrzczony w basenie, przy około 30 świadkach. Gdy wyszedł z wody, usłyszał bicie brawo. Nigdy wcześniej w kościele nie słyszano tak gromkich braw ludzi niewierzących podczas chrztu. Przed przystąpieniem do zabawy i świętowania grupa wierzących mogła rozmawiać z nieoczekiwanymi gośćmi i rozdać im Nowe Testamenty. To Bóg utorował im drogę do serc niewierzących, by mogli oddać Bogu należną Mu chwałę.